Pewnej nocy wpadłem na pomysł
Jak każdy dobry pomysł, ten wziął się z frustracji.
Wkurzyło mnie to, co przeczytałem gdzieś na X.
To, że kobiety w aplikacjach randkowych ustawiają filtry wzrostu mężczyzn tak, że większość z nich od razu odpada.
Powód: nie mają wymaganych przez nie 180 czy 185 cm.
Pomyślałem: a gdyby tak…
stworzyć miejsce, w którym mężczyźni mogliby się pochwalić tym, co w nich naprawdę wartościowe?
Tym, co robią, co myślą, co czują, jakie mają poglądy na sprawy życiowo najważniejsze itd.
Gdyby kwestie wzrostu czy wyglądu zeszły chwilowo(!) na drugi plan? Gdyby nie było tam żadnych zdjęć?
Przecież sam w taki właśnie sposób poznałem moją żonę.
Przecież to działa!
Pierwsza myśl:
Zgodnie z koncepcją Zig Zag, to musi być całkowite przeciwieństwo Tindera.
Tam chodzi o to, żeby ludzie szukali swoich drugich połówek bez końca.
U mnie: żeby znajdowali je jak najszybciej.
Tam chodzi o aspekty zewnętrzne, wizualne.
U mnie o to, co wewnętrzne, prawdziwie cenne.
Druga myśl:
To musi być serwis tylko dla mężczyzn.
W dodatku takich, którzy szukają pierwszej (i jedynej) żony.
Dlaczego tylko dla takich? Bo pozostali dobrze wiedzą, jak się zabrać za te sprawy.
Momentalnie wpadła mi do głowy nazwa dla takiej strony. To było dosłownie pierwsze skojarzenie:
PierwszoŻenni
Gdzie problem?
Nazwa wydawała się świetna.
Momentalnie urodził się pasujący do niej slogan:
Pierwszorzędni mężczyźni szukający pierwszej żony.
W dodatku słowo „pierwszożenni” było neologizmem.
Nie istniało w żadnym słowniku, więc wypozycjonowanie go byłoby bajecznie proste.
Dlaczego zatem go nie wybrałem?
Ponieważ mogłoby nastręczać problemów z wymową i pisownią.
Więc z bólem, ale z niego zrezygnowałem. Ale nie zrezygnowałem ze słowa i tagu #pierwszozenni.
Zamierzam ich używać 🙂
Następna seria nazw
Od razu zacząłem szukać czegoś innego. Parę minut później wpadłem na nazwy fajnie dwuznaczne:
TakiSam
TakaSama
TacySami
Co było w nich fajnego?
Taki sam = taki samotny.
Taki sam = taki sam jak ty.
Tacy sami = tacy samotni.
Tacy sami = jednakowi.
Ale wciąż czegoś mi brakowało.
W dodatku kojarzyły mi się z piosenką zespołu Lady Pank (której nie lubię).
A skoro ja miałem takie negatywne skojarzenia, to istnieje szansa, że nie jestem sam 😉
Baner przy drodze
Jadąc któregoś dnia samochodem, zauważyłem reklamę firmy oklejającej jakieś tam rzeczy.
Moją uwagę zwróciła jednak nazwa strony internetowej:
GdzieOkleić
Niemal w tej samej chwili wpadł mi do głowy pomysł na moją stronę matrymonialną:
GdzieŻona
Nazwa była podwójnie ciekawa, bo można było ją odczytać na dwa różne sposoby:
Gdzie żona?
Gdzież ona?
A gdyby tak poszukać u siebie?
Nadal nie byłem w pełni zadowolony.
I wtedy przypomniałem sobie, że mam przecież domenę, która jest tak bogata w znaczenia, że nadaje się prawie do wszystkiego:
2359 pl
Czyli: godzina 23:59, deadline, ostatni dzwonek, ostatnia szansa na miłość, komu komu bo idę do domu.
Postanowiłem zostawić ją na później. Na moment, kiedy projekt rozwinie skrzydła.
Kolejna bezsenna noc
Czas mijał, a ja dalej błądziłem po ciemku.
Trochę zdesperowany zacząłem szukać dłuższych nazw.
Sięgnąłem po frazy składające się z trzech słów. Takich jak „mam lepszy pomysł” 😉
Byłbym dobrym mężem
Chcę założyć rodzinę
To były pierwsze myśli, rozgrzewkowe.
W końcu wpadłem na pomysł najprostszy:
Szukam dobrej żony
I tak już zostało.
Jedno tylko, co się zmieniło od tamtego czasu, to odbiorcy serwisu.
Dziś mogą w nim publikować swoje ogłoszenia zarówno mężczyźni, jak i kobiety 🙂